środa, 11 czerwca 2014

03. It's a beautiful lie

Nie miałeś okazji przeczytać Rozdziału II? Więc zapraszam do lektury! Naciśnij tylko [TUTAJ] i proszę!


It's a beautiful lie
It's the perfect denial
Such a beautiful lie to believe in
So beautiful, beautiful lie makes me


-


"A Beautiful Lie"


~Aileen~

  Codziennie pod tą wielką posiadłością pałaszują paparazzi. Wychwytują ciekawe zachowania braci i najlepsze oraz najbardziej kompromitujące zdjęcia publikują w czasopismach. 
  Inni celebryci przejmowaliby się "czymś takim", lecz nie oni. Nie wypierają się zachowań jakie zostały zaobserwowane przez dziennikarzy. Oni tylko opowiadają, dlaczego właśnie w tym momencie "przyłapali" ich fotoreporterzy. Czasami są to ekscytujące dla szalonych, zakochanych po uszy fanek w chłopakach, zachwycające "nowinki" wypełzałające na wierzch. Dlatego też pod zamieszczonymi artykułami znajdującymi się w sferze Internetu komentują to i piszą teksty typu: "I tak ich kocham!". Niewiarygodne, jak płeć żeńska jest łatwowierna. 
  Chociaż ja też taka byłam. 
  Pamiętam, gdy po raz pierwszy usłyszałam w radiu, na którymś z kanałów muzycznych utwór 30 Seconds to Mars. Dokładnie trzy lata temu, gdy jeszcze królowała pierwsza płyta Marsów. Na kanale - chyba piątym - puszczono "Buddha for Mary". Sławna piosenka, której znaczenia chyba nikt nie jest pewien. 
  Zastanawiałam się wtedy, co chcieli przekazać Marsi w tym utworze, a tak na prawdę to Jared, w końcu to on pisze teksty. Może opowiadał historię dziewczyny, którą pokochał, ale odeszła? 
  Przeczytałam multum historii na ten temat, ale żadna nie posiadała, choć ziarna prawdy. A Jared pytany w wywiadach o słynną Mary, odpowiadał pytaniem na pytanie: "Mary? Kim mogła być Mary? Akrobatką? Dziewczyną, którą ojciec krzywdził? A może to historia tych wielu dziewczyn, które są - tak jak ona - oblegane przemocą przez swojego ukochanego tatę, który przynosił im zabawki, gdy były jeszcze dziećmi? Ufały im? Ufały i nadal ufają.". 
  Mary może być każdy, ja, Ty, on, ona, ono - przynajmniej ja tak sądzę. Ale spekulacje wokół Mary zniknęły z czasem, a jej Buddha czeka w postaci miłości. Taka jest moja interpretacja owego majestatycznego utworu. 
  A może to ja nią jestem? 
  A może Ty? 
A może on?
  A może to po prostu Jared? 
  Chyba nigdy nie będziemy mieli okazji poznać prawdy o niej. To głowa Jared'a. Tego chyba nikt nie pojmie. Młodszy Leto jest "strefą zamkniętą", on nie pozwoli zajrzeć w zakątki swojego umysłu i zapoznać się z tajemnicami, jakie posiada. 

***

   Motor zwolnił, podjeżdżając do bramy. Zluźniłam nieco uścisk z jego torsu i podniosłam głowę do góry, gdyż ówcześnie spoczywała pomiędzy łopatkami mężczyzny. Leto nie jechał wcale wolno swoim zgrabnym - zapewne drogim jak cholera - motorem. Nawet nie orientowałam się, jaka to marka, a co dopiero, ile wyciągnęliśmy na prostej jadąc na autostradzie. Najbardziej hardcorowe okazało się i tak manewrowanie pomiędzy samotnymi autami czy ostre zakręty.
  Czułam się, jakby żołądek miał zaraz podejść mi do gardła, choć twierdziłam, że skoro kocham motory, to tą pierwszą "przejażdżkę" mogę uznać za udaną. Z czasem można by się przyzwyczaić do zawrotnej prędkości, jak i stylu jazdy Jared'a, który był niezwykle, hmm... jakby to ująć - ostry, perfekcyjny czy beznadziejny? Raczej nie to ostatnie, jeździł z wielką wprawą, wywijając kierownicą i naciskając te różne "przyciski".
  To nie są przyciski, idiotko - skarciłam się.
  Pacnęłam się spoconą od strachu ręką w czoło i opuściłam głowę w dół. Czarnowłosy obrócił się tak, aby widzieć moją twarz.
  Uśmiechnął się szeroko i zaśmiał pod nosem, a oczy świeciły mu się znajomym u ludzi blaskiem. Blask zachwycenia.
  - Czy pomyślałaś coś nadzwyczajnie zabawnego? - spytał, chichotając w dalszym ciągu.
  Postanowiłam, że nie dam się podpuścić takiemu typowi, który właśnie wpatrywał się kątem oka we mnie i przed chwilą z piskiem opon zaparkował przed bramą.
  - Tak. Zastanawiałam się nad tym, jak cię uwieść i wciągnąć wprost do łóżka aby ujrzeć, co kryjesz pod tym wszystkim.
  Przejechałam spojrzeniem po posturze chłopaka, gdy ten orientując się co właśnie rzekłam odwrócił głowę jeszcze bardziej w moją stronę i rozszerzył maksymalnie oczy. Możliwe, że gdyby zrobiłby to jeszcze bardziej wyglądałaby niczym żaba.
  - Z chęcią zobaczyłbym cię w moim łóżku, Aileen - wyszeptał uwodzicielskim tonem.
  Zadławiłam się ze śmiechu, którym po chwili wybuchłam, możliwe, że nawet na dobre.
  Tak wrobić faceta, który miał tyle kobiet u swego boku, a i tak wszystkie uciekały, gdzie pieprz rośnie. Z tyloma kochał się, całował, a co dopiero one mogły mu robić.
  O nie. Ja nie jestem jedną z tych dziwek. Ja jestem dziewczyną z honorem, która jest niepełnoletnia. Nie mam zamiaru nawet spać po drugiej stronie łóżka, spierdalając, jak najdalej.
  Kochałam go, ale nie jako kolesia będącego moim przyjacielem, nie jak swojego chłopaka - kochałam go przez ekran - czytając, słuchając, oglądając jego twarz, ciało.
  Jared wpatrywał się na mnie z dziwnym wyrazem twarzy, z której - dla mojego nieszczęścia nie potrafiłam wyczytać żadnego uczucia. Było tylko osłupienie będące możliwe, iż inną emocją.
  - Na serio jesteś równo pojebany. Jak widać każdą wciągnąbyś nagą do swojego łóżka, a potem wyrzucił jak śmiecia na bruk. Dziewczyna dla ciebie jest niczym jednorazowa prezerwatywa, nie sądzisz? - prychnęłam i odsunęłam się od niego maksymalnie prawie spadając z siodełka. 
  On tylko słysząc to kiepskie porównanie dziewczyna równa się prezerwatywa uderzył się wściekły w nogę płaską dłonią tak jakby chciał sprawić sobie ból.
  - Nie znam ciebie ani troche, ale kurwa, Aileen, człowieka nie poznaje się po pierwszym wrażeniu jakie zrobiła ta druga osoba, lecz ty... wywołałaś gęsią skórkę na moim karku, miałem ochotę wrzeszczeć: "Kurwa! Jesteś zajebista!", tu nie chodzi nawet o twój wokal, tu chodzi o coś więcej - zwrócił twarz na posiadłość ukrytą pod osłoną nocy. - Nie dla każdej taki jestem, tylko... - westchnął zmieniając temat i spuszczając głowę na pierś. - to brzmiało niezwykle w twych ustach. Wytłumacz mi, więc w jaki sposób miałbym odmówić takiej osobie jak ty? Nawet jednej, głupiej nocy w moim łóżku? - zapytał zwracając twarz ku mnie.
  Uniosłam brwi w zdziwieniu i zrobiłam wściekłą minę godną wojownika, który wyzywa przeciwnika do pojedynku. Na śmierć i życie. Był to wyraz twarzy ćwiczony przeze mnie od lat. Wiedziałam jak idealnie ustawić każdy mięsień tak by osoba stojąca bądź siedząca u mojego boku spierdalała jak najszybciej póki nie wydarzy się coś grożącego utratą pełni sprawności fizycznej. Tak na prawdę nawet nie wiedziałam w jaki sposób ustawia się pięść by skutecznie i boleśnie uderzyć temu komuś. Zazwyczaj pomagało spojrzenie, a jeśli nie... uciekałam.
  Jared jeżeli spostrzegł grymas malujący się na mojej twarzy, gdy zwrócił spojrzenie na mnie to go zignorował, ponieważ nieskazitelnie niebieskie i głębokie jak ocean oczy wpatrywały się pusto w moje oblicze.
  - Jesteś tak jak większość facetów, Panie Leto. Jesteś niczym kolesie, którzy nie dzierżą szacunku wobec płci żeńskiej. Jesteś idiotą, bez skrupułów latającym od dziwki do dziwki. Czy gdybyś posiadał kogoś na stałe, czy zdradziłbyś ją? Zapewne tak. Mężczyźni są dzieciakami w skórze dorosłego osobnika. Kochacie zabawę! - wrzasnęłam wyrzucając ręce do góry.
  Miałam ochotę go walnąć i właśnie uniosłam pięść w akcie chęci uderzenia go, gdy złapał mój nadgarstek patrząc wciąż w moje oczy. Delikatnie oplótł palce w okół niego i trzymał go tam, gdzie miał okazję go złapać.
  Wiecie, że czuję coś takiego jakbym znała go od lat? Chciałam mu mówić wszystko, dosłownie, bez żartów. Miałam ochotę wygłosić przemowę o tym jacy są faceci i w jaki spsób "używają" kobiet. Przynajmniej tacy celebryci jak on.
  Przegryzł dolną wargę w zamyśleniu spuszczając wzrok i wolną ręką przeczesał swoją czuprynę. Podniósł oczy na mnie i - dosłownie - zrobił minę zbitego psa.
  Osłupiałam nie rozumiejąc tego co chce mi przekazać. Myślę, iż moje usta ustawiły się w literę "O". No cóż, nigdy w swoim życiu nie widziałam nigdzie, mówię nigdzie takiej miny Jared'a.
  - Nie jestem jak wszyscy. To prawda lubię się bawić, ale marzę o związaniu się na stałe. Nie zdradziłbym, nie mógłbym, gdybym kochał t ą dziewczynę. Jeżeli się kocha to nie robi się takich głupstw - westchnął i pokazał ruchem dłoni abym zsiadła z motoru.
  Tak też zrobiłam, a on tuż za mną począł podobnie.
  Spojrzał mi prosto w oczy i uśmiechnął się szeroko.
  Znów wyglądał jak prawdziwy, cyniczny, perfekcjonista - Jared Leto, we własnej osobie.
  I za to go kocham, pomyślałam.
  - Sądzę, że z takim temperamentem mogłabyś zdziałać wiele, nawet twoja mimika, wygląd - nadawałyby się do aktorstwa. Ale podejrzewam, że i tak sposób w jaki śpiewasz przebije wszystko. Chciałbym usłyszeć jeszcze raz twój wokal, na przykład w utworze, hmm... - położył palce na brodzie stukając nimi po kolei. Wzniósł swe spojrzenie na czarne niebo i po chwili twarz mu pojaśniała. Wyszczerzył się w uśmiechu, a oczy opuścił na mnie. Uniósł rękę w górę ukazując, iż odnalazł to co chciał. - "The Kill" lub "From Yesterday" - oznajmił podekscytowany.
  Chciałam zaprzeczyć, ale gdy otwierałam usta on pomachał mi palcem przed nosem mówiąc mi tym abym nie śmiała się tego co chcę wypowiedzieć wypuścić z ust.
  - O nie, nie. Nie ma żadnych zaprzeczeń, moja droga. Shannon i Tomo zgodzili się na twój występ, a jeśli przypadnie do gustu publice - załatwimy trochę papierkowej roboty, a dokładniej to wciśniemy ją naszemu menadżerowi aby znalazł chętną wytwórnię na talent, który posiadasz. Aktualnie będziesz miała okazję występować w Stanach Zjednoczonych, z nami. Na wszystkich koncertach znajdziemy miejsce dla ciebie. Mam nadzieję także na poprawę naszych relacji i na przyjaźń, Aileen. Przyjaźń ze mną może być przydatna w przyszłości - rozszerzył usta w uśmiechu, któremu nie mogłabym odmówić. - Nie wymagam od twojej osoby nic prócz przyjaźni chyba, że w bliskim czasie może to się zmienić.
  Wciągnęłam powietrze i wykręciłam szyję w stronę samotnego drzewa stojącego tuż przy ogrodzeniu. Było to rosłe, wysokie na trzy, czy cztery metry roślina. Jej gałęzie rozchodziły się na wszelkie strony, ale do dwuch metrów od ziemi nie było ani jednej gałęzi. Znaczyło to, iż bracia stosowali dodatkowe sposoby ochrony swojej prywatności.
  - Nie skorzystam z owej oferty - wyszeptałam.
  Moje myśli zaczęły rozdrapywać rany, które miały ochotę się zagoić, lecz wspomnienia powracały. Z kolejnymi razem z większym naciskiem.
   Przed oczami przelaciały mi najgorsze lata mojego dzieciństwa. Zaskakująca śmierć mojej mamy na zawał, który nie powinien mieć miejsca u trzydziestolatki. Pamiętam, jak wraz z bratem Michasiem płakaliśmy wtuleni w siebie siedząc na łóżku szpitalnym tuż obok naszej matki. Nie mogłam spoglądać w jej stronę. Pamiętam jedynie, że stała się potwornie blada i... zimna. Wraz z Michałem trzymaliśmy obie dłonie mamy w swoich, pocierając zimne, kościste palce. Ostatnie spojrzenie jakie nam podarowała oczami zielonymi niczym trawa na łące, oznajmiła nim, że już odchodzi... że już nigdy nie powie nam na ucho "kocham cię, moje dziecko", czy nawet nie skrzyczy za bałagan w pokoju. Wcześniej byłam z nią pokłócona o to, iż umówiłam się z kolegą i nie ogarnęłam właśnie tegoż nieszczęsnego mojego własnego pomieszczenia w mieszkaniu. Wyszłam z domu z wściekłością, mówiąc pod nosem "nienawidzę jej", te słowa były ostatnimi, które miałam okazję pomyśleć o mojej zdrowej mamie. 
   Potem trafiła do szpitalu w Łodzi, mieszczącego się tuż obok naszego bloku. Brat zobaczył, jak mama zemdlała, choć to nie było omdlenie. Zadzwonił prędko do mnie, potem po pogotowie. Rzucił im, iż sam nie da sobie rady z nią aby ją przenieść. Przyszli po mamę, zabrali,zanieśli do szpitala. 
   Resztę pamiętam jak przez mgłę. Wpadłam do budynku cała we łzach, za mną krok w krok biegł mój przyjaciel, Maciek, pragnący wspierać mnie w tej sytuacji. Zapytałam się, gdzie leży moja mama. Zostałam pokierowana na drugie piętro. Pokój 203, jak dobrze pamiętam, ale to nie jest ważne. Rzuciłam się na drzwi i chwiejnym krokiem wskoczyłam do pokoiku. Przy łóżku siedział mój młodszy brat o dwa lata, miał dwanaście lat. Siedział zakrywając twarz dłońmi. Łkał. 
   Pytając go co się stało odpowiedział krótko i zwięźle patrząc porozumiewawczo w moje oczy: nasza mamusia umiera...
   Najgorsza wiadomość jaką otrzymałam.
   Potem umarła. 
   Po jej śmierci dostaliśmy się pod opiekę naszego ojca. Choć takowym nie nazwałabym go. Jeszcze wtedy miałam okazję utrzymywać znajomości z przyjaciółmi, lecz później wszystko się pokomplikowało. Nasz tato na początku sprawiał wrażenie, hmm... jakby to ująć? Dobrego, martwiącego się o swoje dziecko tatusia? Tak można to powiedzieć. Ale wcale taki nie był. 
   Gorzej nie mogliśmy trafić. 
   Waldemar, bo tak się nazywał, bił mnie i brata za byle głupstwo. Pijakiem z natury, ćpał i Bóg jeden wie co jeszcze. Pewnego dnia... zatłukł Michała tak, że... umarł. Straciłam mojego braciszka, dosłownie parę miesięcy po mamie. 
    Nie potrafiłam się po tym pozbierać, odcięłam się od przyjaciół i zostałam odebrana od ojca i wysłana do rodziny zastępczej, która miała ochotę na dziecko po takich przejściach jak ja. Trafiłam do chyba najmilszej rodziny jaką poznałam. Było to małżeństwo po czterdziestce, obrzydliwie bogaci i posiadający córkę - Malwinę - i syna - Tomasza. Zaprzyjaźniłam się z nową rodziną i to tak na prawdę dzięki nim uzbierałam na wyjazd do LA i ogarnęłam się po śmierci dwóch najbliższych mi osób. 
   Pamiętam nadal dzień, gdy Malwina włączyła na maksa radio w swoim pokoju, było to 30 Seconds to Mars i chyba ich najbardziej niezrozumiały tekst, "Buddha for Mary". Tak poznałam nową miłość. 
   Nienawidzę wspomnień.
   Dlatego na moim policzku pojawiła się słona łza, która spłynęła na wargi. Przejechałam po nich językiem czując charakterystczny posmak bólu i innych emocji.
   - Ty płaczesz - szepnął.
  Odwróciłam głowę na jego twarz i napotkałam spojrzenie pełne przygnębienia. Światło niedalekiej latarni odbijało się od oczu chłopaka. Wyglądały jak dwie, biało, niebiesko, czarne kulki ze szkła.
   Najpiękniejsze oczy świata, pierwsza myśl jaka mi się nasunęła podczas wpatrywania się w oblicze Jareda.
  - Powiedziałem coś co sprawiło ci przykrość? - głos miała trochę jakby, nie wiem, przerażony?
   Lękał się tego co zaraz powiem?
   Ten człowiek nie jest do rozgryzienia, przynajmniej jak spędzi się z nim paręnaście, długich, ciągnących się w nieskończoność minut. Można po tym stwierdzić, że jest godnym uwagi mężczyzną.
    Zorientowałam się, iż myślę o Leto niczym o zwyczajnym facecie.
    To jest piosenkarz, założyciel zespołu, aktor, model - wszechstronnie uzdolniony człowiek z charakterem, którego nikt kto zna go krótko nie potrafi zrozumieć toku myślenia tej istoty.
    Zamrugałam dwa razy szybciej i uśmiechnęłam się smutno. Spuściłam głowę na piersi, przymknęłam oczy, a pod powiekami zbierały się łzy. Rzęsy kleiły się do siebie nawzajem.
    Wdech, wydech, wdech, wydech... uspokój się Aile. Wiem, że jesteś w niezręcznej sytuacji, ale mam nadzieję, iż dasz sobie radę. Nawet z takim typem, którego ubóstwiasz od dobrych trzech lat i ta miłosna gorączka nie ma szans opadnąć. Miej wątpliwości, że dasz sobie radę nie skuszenia się na rzucenie się w ramiona wokalisty imieniem Jared. Marzyłaś o nim tak długo. Teraz masz okazję dokonać wszelkich rzeczy, o których nie śniło się żadnej żywej istocie. Zaszalej, kobieto! Szansa na wszystko. Życie pod jednym dachem z tym oto przystojniakiem jest do spełnienia. Nie wspominaj wszelakich nie przyjemnych odtworzeń przeszłości. To jest za tobą, wyrzuć to niczym wypalonego papierosa do kosza na śmieci! To są t y l k o śmieci, w niczym nie potrzebne do szczęścia. Pełnię uzyskasz bez ich obecności. Zrozum.
   Otrząsnęłam się. Nie miałam ochoty słuchać sumienia. Tego już za dużo. 
   Rozszerzyłam gwałtownie powieki i zwróciłam swe oczy na niego. Uśmiechnęłam się szeroko na co on zdziwił się przeraźliwie stawiając krok w moją stronę
   - Nie, nie płaczę. Ja tylko... nie, nie mogę - wierzchem dłoni przetarłam kolejną samotną łez wypływającą spod rzęsy. Zaśmiałam się krótko w celu rozluźnienia atmosfery. - Wybacz, chcę o tym zapomnieć - wyszeptałam nadal wesoła, lecz gdzieś w środku coś mnie kłuło.
    Kłamałam mu w żywe oczy. Po prostu.
    To były najprawdziwsze łzy, o których znaczeniu mogłam powiedzieć tylko osobie zaufanej. Może i ten osobnik stojący naprzeciwko mnie kiedyś otrzyma taki prezent, prosto z mojego serca.
 
***

~Jared~

   Szafirowe oczy wpatrywały się we mnie z rozbawieniem. Ale przeczuwałem w wypowiedzianym przed chwilą słowach tej dziewczyny - kłamstwo, czyste jak szlachetny kamień, kłamstwo. Jest to umiejętność, którą nie każdy potrafi w stu procentach ukryć. Są osoby potrafiące idealnie zakryć prawdę, ale są i takie jak Aileen. Ona po prostu tylko wymusza kłamstwo, które jest nadzwyczajnie banalne. Nie ma pomysłu na nie. Dlatego wychodzi na jaw. 
  Kłamstwo ma krótkie nogi, istnieje takie przysłowie. 
  Większość przypadków jest stosowanych dla dobra sytuacji, niektóre dla własnej korzyści, a jeszcze inne dla swojego i drugiej osoby dobra. Ten drugi jest chyba najbardziej podły. Mężczyźni i kobiety stosujący owe kłamstwo zazwyczaj z satysfakcją. Uwielbiają niszczyć czyjeść życie. 
   Może dlatego z a w s z e wyrażam prawdę. Wewnętrzne "ja" zabrania kłamstwa. Jak nie chcę sprawić komuś przykrości, a ta osoba pyta się o zdanie - odbiegam od tematu zmierzając okrężną drogą, a docierając do celu, mówię delikatnie co o tym sądzę. 
   Zazwyczaj jednak nie odpowiadam na pytanie i zostawiam odpowiedź wiszącą w powietrzu lub zmieniam na zupełnie odmienny temat.  

***

   Odpowiedziałem na uśmiech dziewczyny i zarzuciłem głową do tyłu przy czym moje włosy roztrzepały się na całej mojej twarzy. 
   Na ten ruch nastolatka odpowiedziała chichotaniem. Rozumiem jej rozbawienie. Na początku mojego nowego stylu typu emo - choć emo bym tego nie nazwał - stawałem przed lustrem i robiłem różne dziwne miny, gesty, czy ruchy. Jednym z nich było właśnie coś takiego. 
   Zobaczywszy siebie w szkle dostałem ataku śmiechu. 
   Prawie wszystkie włosy wylądowały na moim czole, obu policzkach, nosie, oczach i podbródku lepiąc się do nich. Wyglądałem jak ktoś wyjęty z dżungli, dosłownie.
   - Ekhem, czy to było...
   - Tak, dziwne i to cholernie dziwne. Przypominasz kolesia, który trafił na bezludną wyspę, a potem wrócił do cywilizacji - przerwała mi. 
   Odsunąłem palcami włosy z oczu i przyjżałem się jej. 
   Była w pewnym stopniu zadowolona i możliwe, że jednak zdecyduje się na moją propozycję. 
   - No to co przyjmiesz moją ofertę? - zapytałem. 
   Aileen spuściła wzrok na ziemię i westchnęła ciężko jakby zrzuciła dziesięć kilo kamieni z barków. Podniosła je na mnie i klasnęła w dłonie podskakując na parę centymetrów do góry.
   - Jednak zaoferuję się jako wokalistka odkryta przez ciebie. Z chęcią wystąpię na scenie jeszcze raz, choć mam co do tego nie małe wątpliwości, ale... jest jeden problem - pisnęła. 
    Wydałem z siebie dźwięk typu "hmm" pocierając swój delikatny, dwudniowy zarost w zamyśleniu. 
    - Muszę zadzwonić do Klary i jej męża, czy zezwalają na mój tymczasowy pobyt w Los Angeles. Nie wątpię, iż na początku trochę się wkurzą, ale sami proponowali mi wyjazd na dwa miesiące do Ameryki, ale zrezygnowałam, gdyż chciałam w inne miejsce się wybrać, ale... tego nie mogę odpuścić! 
    Zaśmiałem się w duchu. 
    To jeszcze dziecko, wiele lat przed nią, lecz taki talent jest jak nieoszlifowany diament. Może zostać wokalistką na światowym poziomie. U siebie w kraju, w tej Polsce, o której nie słyszałem nic pozytywnego prócz owej gościnności rodaków tej dziewczyny, nie miałaby szans wybić się wyżej niż na skalę kraju. U mnie ma okazję wybić się wysoko. 



Hmm, zapewne zanudziłam was tym, zaiste, iż wyciskanym z niczego rozdziałem. Brak pomysłu, ale wena nadal jest xD
Następny możliwe, iż pojawi się w weekend, choć wątpię, ponieważ mam jeszcze dwa blogi do ogarnięcia :)

poniedziałek, 2 czerwca 2014

02. Lost in the city of angels

Nie miałeś okazji przeczytać Rozdziału I? Więc zapraszam do lektury! Naciśnij tylko [TUTAJ] i proszę!


Lost in the city of angels
Down in the comfort of strangers,
I
Found myself in the fire burned hills
In the land of a billion lights
 -
"City of Angels"

Choć noc nastała, miasto żyje. 
Ciemność roztaczająca się dookoła została rozświetlona nikłym światłem latarni rozstawionych na ulicach Los Angeles. Gwiazdy majaczą nad miastem swym pokornym, służącym ludziom blaskiem, a tuż obok nich szanowany Księżyc spoczywa rozświetlając nocny mrok, gdy latarni brak. 
Nieliczni mieszkańcy tego gigantycznego miasta przemieszczają się z miejsca na miejsce o tak późnej porze. Światła pubów, sklepów monopolowych, bilboardów mienią się rozległą paletą barw rażąc oczy przechodniom, którzy ówcześnie przebywali w mroku. Nie ma korków, ale samochody pędzą ulicami Miasta Aniołów. Co jakiś czas pojawiają się auta - dwa lub więcej - i ścigają się - nielegalne wyścigi, a d r e n a l i n a, czujesz, że żyjesz. 
Ludzie niczym mrówki w mrowisku w dzień się przelewają, w nocy jak wilcze stado - tylko przy niektórych ulicach panoszą się żywe istoty zwarte w grupę. 
Ale gdzieś daleko od nich czmycha drobny kształt, przebiera kończynami - ucieka, boi się, lęka. Dziewczyna, która dostała w kość od życia - teraz zwiewa jak najdalej przed szczęściem, które mogła dostać.
Ale czy aby na pewno nie otrzyma tego co pragnie większość z dziewcząt takich jak ona?

***

~Aileen~

  Działałam jak maszyna. 
  Sunęłam przed siebie przebierając niemiłosiernie dolnymi kończynami, potykając się o nie i plącząc je o siebie. Stawały się one coraz cięższe, jakby jakaś niewidzialna siła nakładała na moje łydki kamienie. Z każdym kolejnym stawianym krokiem dodawano mi ciężaru i utrudniano przebywanie dalszych metrów.
  Lecz nadal dawałam z siebie wszystko. Może nie był to zwyczajny, krótko dystansowy sprint, w których byłam bardzo dobra, ale o dziwo w dalszym ciągu każda komórka mojego ciała wrzeszczała aby gnać  przed siebie.
  Co chwilę spoglądałam na boki szukając "czegoś", czego? Nie znam krótkiej, zwięzłej odpowiedzi na to pytanie. Ale spoglądałam tam z jakimś wewnętrznym bólem i smutkiem.
  Mój wzrok utknął w oddzieloną ode mnie szkłem, wystawę, na której widniały manekiny odziane w jedne z tych najdroższych ciuchów. 
  Stanęłam gwałtownie i chwiejąc się na nogach, powędrowałam do witryny sklepu.
  Zobaczyłam jak w odbiciu ukazuję się ja. Niosłam na ramionach czarny plecak, którego paski trzymałam kurczowo. Do mojej twarzy przyczepiły się do spoconego czoła zagubione kosmyki uciekające z koka, który ledwo co trzymał się w gruzach. Ale nie to przykuło moją uwagę.
  Tuż przy manekinie stojącym z prawej strony, przy drzwiach prowadzących do wnętrza, spoczywała lalka. Nie była to taka zwyczajna lalka jaką dziewczynki dostają na urodziny. To była szmacianka, a dokładniej laleczka wudu. Na jej twarzy widniał szeroki uśmiech, który ukazywał szereg białych zębów ociekających sztuczną krwią. Sukienka w niezapominajki była poszarpana, a w jej małej rączce widniała piła mechaniczna.
  Poczułam jak cała się trzęsę i odsuwam od tej "zabawki".
  Dowędrowałam, aż do samochodu, o który oparłam się rękoma. Nie patrzyłam w tamtą stronę i oddychałam ciężko zamykając oczy i pochylając głowę nad maską maszyny.
  Byłam w szoku, że na wystawie, która promowała nową letnią kolekcję siedziała przerażająca laleczka wudu. Czy dzieci, które przechodziły obok nie spoglądały na nią ze strachem i nie bały się potem wraz z mamą wchodzić do tego sklepu? A może miało to na celu odstraszenie maluchów, które robiłyby jakikolwiek hałas w środku? Ale przecież wtedy tracili klientów, którymi mogły być matki tych dzieci.
- Nie rozumiem - wyszeptałam rozszerzając powieki.
  Oniemiałam.
  Na przeciwko mnie stał motor, a na nim siedział nie kto inny jak ten facet, z którym wcześniej śpiewałam. Miał na sobie skórzaną, czarną kurtkę i spodnie pasujące do niej. Na kierownicy zawiesił kask i wpatrywał się we mnie tymi swoimi oczami. Na jego twarzy widniał szeroki, szczery uśmiech, który wołał aby usiąść tuż za nim, na tylnym siedzisku.
  Ale ja nie miałam zamiaru poddawać się jego zaletom.
  Wyprostowałam się i ruszyłam przed siebie ignorując jego osobę. Usłyszałam ryk silnika, aż po chwili wyrównał majestatyczną maszynę ze mną.
- Chyba się zgubiłaś - oznajmił ze śmiechem.
Spojrzałam na niego wymijająco i prychnęłam.
- No chyba żarty sobie robisz. Ja? Zgubić się? Bardzo dobrze wiem, gdzie się znajduję - skłamałam.
  Tak na prawdę to nie miałam pojęcia, w której części Los Angeles jestem i gdzie jest mój hotel. Zatrzymałam się na skrzyżowaniu rozglądając się za czymś znajomym, ale nie znajdując nic co mogłoby odświeżyć moją pamięć. Prawdę mówiąc - wszystko było tu prawie identyczne: gigantyczne wieżowce, mnóstwo sklepów, bilboardów, barów, restauracji, kasyn i Bóg jeden wie czego jeszcze, a mój hotel możliwe, że był właśnie jednym z tych wielkich budynków, które górowały nad moją głową. Zakręciłam się w kółko w poszukiwaniu nazwy "Demon". Niestety - bez rezultatu.
  Westchnęłam ciężko i ruszyłam w prawo nie wiedząc, gdzie zmierzam. Moje nogi same mnie niosły jak najdalej Jared'a.
  Czułam się jak gazela, którą gonił lew, bo nadal podążał moim śladem.
- Sądzę, iż nie masz pojęcia nawet, gdzie jesteś - rzucił kpiąco.
Stanęłam jak wryta, a on zahamował zatrzymując swój pojazd. Zwróciłam na niego swoje oczy i napotkałam spokojne spojrzenie.
- Czemu za mną podążasz? - spytałam nie zwracając uwagi na jego kpinę.
  Spuścił głowę zakrywając twarz czarnymi, pomalowanymi włosami, których końcówki - jak dopiero zauważyłam - były czerwone. W mojej głowie przewinął się teledysk "From Yesterday". Uśmiechnęłam się na tą myśl, a on w tym momencie zaśmiał się cicho unosząc brodę do góry. Rozszerzył gwałtownie oczy. Napotkał jedyną oznakę szczęścia na mojej twarzy.
  Raptownie rozkazałam moim ustom wykrzywić się w grymasie.
- Masz piękny uśmiech.
  Nie słuchałam go.
  Ze znudzeniem oraz zmęczeniem powoli dopadającym każdy milimetr mojego ciała usiadłam na metalowej ławce. Oparłam się plecami o oparcie i wpatrywałam się w czarne płótno wiszące nad Miastem Aniołów. Gwiazdy wyglądały jakby rozrzucone na niebie przez niewidzialną rękę. Jarzyły się własnym światłem, migając co jakiś czas.
  Obok mnie usiadł Jared i postąpił tak jak ja odchylając głowę do tyłu. Siedział w odległej części ławki, ale i tak czułam ciepło bijące od jego ciała. Słyszałam jego miarowy, spokojny oddech.
  Wciągnął głośno powietrze i wypuścił je ze świstem.
- Niebo nocą jest najpiękniejsze nad Miastem Aniołów - wyszeptał.
  W głosie mężczyzny słyszałam nutkę zniecierpliwienia i zachęcenia do tego bym powiedziała cokolwiek. Ale ja nadal trwałam w milczeniu.
- Po twoim odważnym występie, sądziłem, że jesteś bardzo rozmowna, ale jak widać - nie masz ochoty na jakąkolwiek, krótką wymianę zdań.
  Gdy to powiedział odkręciłam głowę w stronę młodszego Leto i po prostu zastygłam w bezruchu pełnym zachwytu.
  Wpatrywał się we mnie, uśmiechając się szeroko ukazując szereg białych zębów. Ręce trzymał na kolanach i splótł je ze sobą.
- Jesteś strasznie...
- Cicha? - dokończyłam unosząc brwi w zdziwieniu.
  Zachichotałam i wykrzywiłam twarz w lekkim uśmieszku.
- Wiesz, gdzie jest twój hotel? Bo chyba nie jesteś stąd jak się nie mylę - zmienił raptownie temat przeskakując z wesołego tonu na poważny.
- Nie, nie wiem i tak nie należę do tutejszego społeczeństwa, nie jestem amerykańskiej narodowości. Przyleciałam tu z Europy, a dokładniej z Polski. A tak w ogóle to nie wiem czemu właśnie mówię ci skąd jestem. Zaraz dojdzie do tego, że pod twoim wpływem opowiem historię mojego życia, osobie, której już mam dosyć - oznajmiłam ostro.
  Wydał z siebie pomruk i wstał. Wysunął dłoń w moją stronę i powiedział:
- Powiem krótko i zwięźle, i to nie jest pytanie. Przenocujesz u mnie w domu, a potem możesz wyjechać, choć chciałbym abyś zaczęła robić karierę jako wokalistka. Najpierw małe występy na koncertach mojego zespołu, następnie na pewno ktoś się tobą zainteresuje, ale mogę obiecać, że miałabyś nasze wsparcie...
  Poczułam jak cała gotuję się w środku. Ten facet właśnie propnuje mi noc u siebie? To jest szczyt snów każdej takiej Echelon jak ja. Wyobraź sobie, że leżysz w jego ramionach, z nosem w torsie Jared'a, wdychając zapach wody kolońskiej.
  Halo! Dziewczyno! Obudź się! To nie żaden z wymysłów twojej głowy! To jest prawdziwy Leto, nie jakiś n i e r e a l n y. On stoi naprzeciwko ciebie, istnieje, egzystuje. On tu  j e s t. To nie sen, nie wytwór twojej wyobraźni. Opanuj emocje, trzymaj je mocno na wodzy - tak jak się uczyłaś. Weź głęboki oddech i krzycz mu prosto w twarz to co o ty w rzeczywistości sądzisz o tej absurdalnej propozycji!
- O co ci chodzi? - zapytałam zszokowana. - Co ty, kurwa, gadasz? Chyba coś pierdolnęło cię w głowę! Jared! Ty nawet nie wiesz jakie noszę imię, ty w ogóle nic o mnie nie wiesz - w przeciwieństwie do tego co ja wiem o  t o b i e. Tyle co ja się naczytałam, tyle co ja się naoglądałam ciebie. Nie ominęłam nawet żadnego najmniejszego wywiadu. Znam cię, ale ty mnie wcale, a proponujesz jakieś można by powiedzieć - "kontrakty" lub "umowy".
  Uniosłam się na nogi i odepchnęłam jego dłoń. Ruszyłam przed siebie prędko. Prawie, że biegłam, ale on nadal szedł za mną zdesperowany.
- Stój! - wykrzyknął.
  Parsknęłam i fuknęłam na niego zła.
- Nie reaguję na rozkazy, mój Panie! - odkrzyknęłam wściekła.
  Czasami pisano w internecie o tym jak Jared panoszy się niczym król. Zachowuje się jak jakaś diva i próbuje zwrócić na siebie uwagę. Było także wspomniane słówko o jego zachowaniu wobec płci żeńskiej. Tyle czytałam, ale nie potrafiłam przestać go kochać.
  Ale nigdy nie wyobrażałam sobie nawet spotkania z nim w cztery oczy, czy zwyczajnej rozmowy typu: "Cześć, co u ciebie?". Nie mogłam nawet wymarzyć takiej konwersacji jaką przed chwilą wymieniliśmy ze sobą. To był szczyt marzeń takiej dziewczyny jak ja. Gdybym kiedyś o takich wydarzeniach myślała. Byłam czystą realistką, wymyślałam scenariusze, które każdemu mogły się przydarzyć. A nawet, jeśli coś przemykało przez moje myśli typu: Jared i ja - r a z e m, usuwałam to, kasowałam jakby moje "marzenia" były zwykłym plikiem na monitorze. Nie wierzyłam, że takie "coś" miało prawo zdarzyć się takiej osobie jak j a.
- Proszę, stań - usłyszałam cichy głos tuż za moimi plecami. - zacznijmy od nowa naszą znajomość.
  Odwróciłam się powoli.
  Stał parę kroków ode mnie. Był zawiedziony, ale ujrzawszy mój ruch rozweselał.
- Tak?
  Oparłam ręce na biodrach i wygięłam się nieco w lewo by spojrzeć na niego z innej perspektywy.
- Hej, jestem Jared, sławny założyciel zespołu 30 Seconds to Mars, wokalista i gitarzysta oraz twórca tekstów owej grupy. Kogo mam przyjemność poznać?
  Głos w tym momencie miał delikatny i w pewien sposób słodki. Było w nim coś zwyczajnego jak i nadzwyczajnego. Coś co tak przyciągało ludzi jak i odganiało. Był jak komar, którego pragniesz odgonić, ale także jak motyl, którego widokiem masz ochotę cieszyć oko.
  Każdy widział go inaczej. Ja odczuwałam obie potrzeby - zarówno chciałam od niego uciec, jak i zostać i rozmawiać z nim.
- Cześć, Jared. Jestem Aileen, chodzę do liceum dla ciebie to szkoła średnia, czyli jestem uczennicą szkoły średniej ostatniej klasy, pochodzę z Polski i uważam się za Echelon, ponieważ 30STM jest moim życiem.
  Zaśmiał się i ruszył w moją stronę. O krok przede mną zatrzymał się i wyciągnął rękę tak abym nią "potrząchnęła".
  Chwyciłam ją delikatnie i poruszyłam w górę i dół.
- Miło mi cię poznać - powiedzieliśmy zgodnie.
- To co: skorzystasz z oferty tymczasowego zamieszkania w mojej posiadłości?
  Przygryzłam wargę w zastanowieniu i cicho wypuściłam powietrze.
  Co mi zaszkodzi jedna (jeśli to będzie tylko jedna) noc w j e g o domu? Właśnie zaszkodzi, bo o n tam będzie plus jeszcze Shannon. Ale była to także przyjemna perspektywa spędzenia czasu. Miałam okazję dowiedzieć się jak najwięcej o tych interesujących mężczyznach.
  A jest jeszcze coś - z wielką chęcią zamieszkałabym na jakiś czas pod ich dachem. Byłoby to ciekawe doświadczenie.
- Niby miałam zarezerwowany hotel, ale - z chęcią spędzę z  t o b ą  więcej czasu, choć nasza znajomość za dobrze się nie zaczęła.
  Uśmiechnął się szeroko. Wsiadł na motor, odpalił go i podał mi drugi kask, a swój założył na głowę.
- Lubisz motory?
- Kocham.
  Wskoczyłam na maszynę oplatając delikatnie ręce w okół jego ciała. Przywarłam do niego, gdy ruszył od razu rozpędzając się do zawrotnych prędkości. 
  I w tym momencie przypomniałam sobie o tej przerażającej laleczce wudu na wystawie. Z ciekawością obróciłam głowę do tyłu i ujrzałam coś co sprawiło, że przestraszyłam się i ścisnęłam mocniej tors Jared'a.
  Na drodze siedziała lalka i wpatrywała się we mnie swoimi oczami. Kiwała się na boki.
  Chyba oszalałam.


Stwierdziłam zaledwie wczoraj, że można by zrobić z Aileen dziewczynę widzącą "dziwne" i przerażające rzeczy. I dlatego umieściłam tu tejże laleczkę wudu w sukience z niezapominajkami :)
Ach, jaka ja straszna.
Mogę zrobić, jakiś horror, że np. w LA przebywa seryjny morderca ,albo że Aileen jest chora, na co? Jeszcze nie wiem :P
Mam jakieś dziwne pomysły, by ze zwykłego opowiadania robić coś dziwnego, znowu :)
Przepraszam :(