wtorek, 22 lipca 2014

06. When you feel my heat

  Nie miałeś okazji przeczytać Rozdziału V? Więc zapraszam do lektury! Naciśnij tylko [TUTAJ] i proszę!


"When you feel my heat
Look into my eyes
It's where my demons hide
[...]
Don't get too close
It's dark inside"
-
Imagine Dragons, "Demons"


  Minęło parę godzin zanim Jared zaczął krzątać się po pokojach, uciążliwie poszukując jakiejś zaginionej rzeczy (albo osoby). 
Obijał się o ściany i zapewne chwiał na nogach. Jak go dobrze znamy to pewnie mówi sam do siebie, gdyż lunatykując raz na jakiś czas gada do niewidzialnej istoty, nieistniejącej. 
Po wypiciu takiej ilości alkoholu jak na niego, łażenie po takim czasie, krążąc w korytarzach, otwierając każde drzwi po kolei długo zajęło mu dojście do kuchni.
I za jakie grzechy świata los skierował go właśnie tam?
Intuicja kieruje ludzi tam, gdzie go nie chcą... 

~Shannon~

   Wraz z Aileen właśnie zabieraliśmy się za dwie pizze, które zamówiliśmy przed południem i zadzwoniłem także ówcześnie po Tomo zapraszając przyjaciela na wspólny posiłek. Nim pokazałem siedemnastolatce, gdzie znajdują się talerze, do pomieszczenia wkroczył mój brat podpierając się ramieniem o ścianę. 
   Spojrzałem na Aile w akcie rozpoznania, czy wyczuła jego obecność, lecz miała zdegustowany wzrok wbity w szafkę w poszukiwaniu odpowiednich naczyń. 
   Możliwe, iż słysząc poruszenie w tamtym miejscu sądziła, że przybył Tom. 
   Nie zauważyła go, jeszcze. Zaraz tu wkroczy, próbując utrzymać się na nogach i zacznie podstawiać się, aż za bardzo, momentami nawet agresywnie do tej bezbronnej nastolatki. 
   Dlatego zareagowałem zbyt szybko.
   Ruszyłem w stronę młodszego brata i wymierzyłem mu cios pięścią - prosto w twarz, z taką siłą, że upadł na plecy. Podniósł głowę świdrując mnie na wskroś wściekłym, zwierzęcym spojrzeniem. Zawsze, gdy Jay wypił, choć odrobinę alkoholu musiałem go w tejże sposób "wybudzać" z kaca.  Mógł być pijany przez całą dobę nawet po tak małej ilości tej używki, jeśli nie walnąłem go w tą zapchloną gębę, zazwyczaj odzianą w przyklejony na super glue uśmiech. 
   Poczułem obok siebie delikatny ruch. Słaby głos wydobył się z gardła istoty, ale twardy niczym stos kamieni zrzucany z przepaści wprost na moją głowę. 
   - Shannon, czemu on leży na ziemi?
   Zwróciłem oczy na Aile. 
   Założyła ręce na piersi i spoglądała na mojego brata z uniesionymi ku górze brwiami, na czole utworzyły się jej urocze zmarszczki. Uśmiechnęła się szeroko, a na  twarzy malował jej się wyraz pomieszany z zaskoczeniem i zachwytem. 
   Brunet nie zwrócił nawet swojej uwagi na to. Ułożył głowę na posadzce i zamknął oczy. Położył rękę na swojej głowie tak, aby nic nie widzieć, nawet przy zakrytych powiekami oczu. Westchnął.
   Usta poruszyły mu się w znaku: "dziękuję, Shann...".
   Wyszczerzyłem się triumfująco od ucha do ucha trącając go stopą w nogę. Chciałem z nim porozmawiać, ale niestety zasnął, a sen jego po takim przywaleniu w twarz bywał twardy i nie można było go wybudzić. Miałem ochotę coś mu powiedzieć na temat tego idiotycznego picia po tak długim czasie, gdzie jego organizm w prosty sposób odrzuca takie świństwa. 
    Westchnąłem stojąc luźno i zwróciłem oczy na zdziwioną Aileen, która rozszerzyła tak powieki, że jej spojrzenie wydawało się przerażające, nie patrzyła na brata, ale na mnie. A jej oczy przeszywały mnie tak jakby czytała mi z ciała. 
    Czułem się jak nagi mężczyzna pożerany spojrzeniem tak małej i delikatnej nastolatki. 
    - Co to miało znaczyć, Shannonie Leto? 
    Przetarłem czoło ręką patrząc na brata spod przymrużonych powiek, nadal zastanawiając się nad jej przejrzystym spoglądaniem w moją stronę. 
   Czy ona próbuje czytać moje uczucia? A co jeśli jej się to uda? 
   A co jeśli... nie, nie masz prawa tak myśleć... nie ma takiej mentalnej mocy, by odkryć to co najgłębiej ukryte... jest kruchą dziewczyną, o silnym charakterze, Jared idealnie trafił i może to właśnie j e j uda się poskładać to co zostało rozerwane. Nie znamy jej, ale czujemy coś co nie jest łatwe do wytłumaczenia, Aileen w pewnym sensie jest podobna do n a s, do naszego zespołu i tego co robimy, tworzymy i... 
    Nawet tak nie sądź, Shann...
    Jeden uśmiech chyba da radę z tej jej wyrazem twarzy, co nie? 
    Uniosłem oba kąciki ku górze i z udawanym rozbawieniem oraz rozmyślaniem w głębi siebie o niej, wyszczerzyłem się w głupim uśmiechu godnym mnie.  
    - Wybacz, Aile, ale on ma słabą głowę na tego typu używki, zazwyczaj by go otrząsnąć z tego stanu muszę mu porządnie przywalić, co prawie za każdym razem kończy się o tak - pokazałem głową na niego śmiejąc się gardłowo. 
     - Kiedy on ostatnio... 
     - Pił z dwa lata temu, po śmierci naszego bliskiego przyjaciela, nie skończyło się to za dobrze, ponieważ alkohol zadziałał na niego jak narkotyk, tylko z potrojoną dawką. Wylądował w szpitalu, zapadł w dwumiesięczną śpiączkę, ciągle siedziałem z nim, pytając lekarzy kiedy wyzdrowieje, nie uzyskiwałem odpowiedzi, lecz spojrzeniem oznajmowali, iż nie wiedzą. Organizm Jaya osłabł, był potwornie słaby, ale obudził się, było to jak grom z jasnego nieba, a najlepsze jest to, że natychmiastowo zaczął funkcjonować poprawnie, wszystkie uszkodzenia narządów zregenerowały się bardzo szybko - uśmiechnąłem się lekko. Zachichotałem pod nosem wspominając swoją radość. I to, że wiem czyja to zasługa. - Jared tuż po pobudce powiedział: Weź mnie na scenę, do fanów, chcę ich zobaczyć i zaśpiewać, którąś z piosenek, daj mi gitarę i jedźmy, Shann,  gdzieś daleko od tych okrutnych wspomnień, proszę. 


~Aileen~
   - Nikt o tym nie wspominał - szepnęłam kalkulując każde słowo, które wypowiedział starszy Leto. - ale zastanawiałam się czemu słuch o nim zaginął, wszędzie było o Was, ale zero nowości o Jaredzie, prócz twej wypowiedzi, że "wyjechał na wakacje i trochę zajmie nim wróci do domu... bo chce odpocząć...", nie dawaliście koncertów, nastała cisza, był gwar w internecie oraz na spotkaniach Echelonu... - pokręciłam głową. - sam wiesz chyba co się działo, to jest nie do pomyślenia... - łyknęłam łapczywie powietrze, ledwie dławiąc łzy. - te wrzaski do mikrofonów, te płacze, te transparenty... tamte dni przypominały mi stratę brata i mamy... jakby dla nas Echelon, najważniejszy był Jared. Nie powinno tak być, my nawet was nie znamy! - na moje poliki wypełzły palące, czerwone rumieńce. A pierwsza łza spłynęła po skórze. - przepraszam, za dużo gadam i wyżalam się tobie, wybaczysz? 
    Podniosłam głowę na Shanna, który bez żadnej emocji i bez powodu przytulił mnie mocno do siebie. Przeraziłam się tym, że jestem tak bardzo blisko tego Leto. Ale oni słynęli z pocieszania zapłakanych dziewcząt. Więc w jego mniemaniu było to na porządku dziennym, ale dla mnie tak nie jest w pomieszczeniu, gdzie znajdujemy się tylko m y. To jest intymne i... prawdziwe? Zazwyczaj takie gest w tłumie są na pokaz, że są, aż tak dobrzy. Ale tu jest inaczej, nikt nic nie widzi i nikt o tym się nie dowie. 
    Czując delikatnie oplecione ramiona Leto wokół mnie, uspokoiłam się i zamykając oczy, położyłam głowę na jego barku. 
     Wciągnęłam zapach Shannona i wyczułam ostry, aromatyczny zapach wody kolońskiej. Zmarszczyłam nos, ale nie odsunęłam się, bo brakowało mi takiego uczucia ciepła drugiej osoby. 
     - Ale ty nas znasz, choć dopiero dzień, ale to nie ma większego znaczenia, Jared widząc kogoś tak jakby dowiaduje się tego, czy jest dobrym materiałem na taką osobę jaką stałaś się ty. 
    Słysząc jego słowa, odsunęłam się od niego tak, że dzielił nas około metr. Czułam się jak przedmiot, gdyż mówił o mnie jakbym była własnością Jareda. Ja mam swoje zdanie, nie jestem dobrym materiałem na kogoś takiego. 
    Pogroziłam mu palcem przed nosem, mrużąc powieki. Fuknęłam na niego.
    Shann zdziwił się spoglądając na to co właśnie zrobiłam. 
    - Mówisz tak, że czuję się niewolnicą Jareda. Przepraszam, ale czy ja wyglądam na czyjąś własność? - spytałam ostrzegawczo zaglądając mu w oczy. - Wiem, że twój brat to skurwiel, ale sądziłam, iż ty nim nie jesteś, a jednak - nie różnicie się w niczym!
    Zmroziło mi krew w żyłach, uczucie znajome od paru godzin powróciło. Zdrętwiały mi dłonie, które miałam ochotę zacisnąć tak, by krew do nich dopływała. Nie dokonałam tego, gdyż palcami nie mogłam poruszyć, były drętwe, nieruchome. 
    - Aileen! 
   Odwróciłam się gwałtownie szukając źródła głosu mojego niewidzialnego prześladowcy. 
   Gdzie jesteś, kurwo? - zadałam pytanie skierowane w jej kierunku, z nadzieją, że czyta w myślach. 
   Nie myliłam się co do tego.
   Znała każdą moją myśl, nawet tą najgłupszą. Wiedziała, gdzie postawię nogę, jaki wykonam ruch. Czułam jak włazi w zakątki mojego umysłu i łamie wszelkie bariery założone przeze mnie, by zablokować tego intruza, ale potrafiła je przebić. Czy one były, aż tak kruche? 
   Zaczął się rodzić we mnie ból, od stóp rozniósł się po całym ciele, kierował się w stronę serca i mózgu. Trafił tam roznosząc w pył nadzieję i spokój, przeradzając je przygnębieniem i chaosem. W sercu rozproszył się magiczny zgiełk, rozkazujący do czarnych uczynków. W mózgu multum impulsów naciskało na część kierującą myślami, przywołując najgorsze wspomnienia.  
    - Kocham cierpienie... a przede wszystkim takich pań jak ty, Hime... taka piękna i oblewająca się bólem... ach! Jakie to cudowne uczucie! Ból, cierpienie, nienawiść, agresja, Aile, czy ty kiedykolwiek obdarzyłaś kogoś nienawiścią? Czy mnie nienawidzisz? - rechot rozległ się w mojej głowie. 
    Nie martw się, jeszcze nie.
    Wyczułam jak ucieka z mojej głowy i po chwili nie było po niej ani śladu. Pustka, zabrała manatki i zwiała. Ale wróci. Tym razem było gorzej niż wcześniej. 
   Zwróciłam uwagę na rozmówcę ignorując to co przed chwilą miało okazję się stać. 
   - Aileen, ale my ciebie tak nie mamy zamiaru traktować... 
   Oparł się o blat. Ręką przetarł czoło, odchylił się do tyłu, wspierając na dłoniach trzymających kurczowo płyty. 
    - Jesteście dziwni, jakby jedna taka mała osóbka jak ja mogła wywołać takie uczucie w sławnych kolesiach, niezwykłe - powiedziałam pocierając palcami podbródek. 
    - Dziwność w dobrym sensie jest pozytywną cechą, chyba nie chciałabyś, aby każdy był taki sam, prawda? 
   Wywróciłam oczami, śmiejąc się ze słów, które wypowiedział. 
   - Dobrze mówisz. Wy, płci męskiej nie pojmujecie tego co my płci żeńskiej, faceci z Marsa, kobiety z Wenus? Pasuje do was, ale ja też jestem z Marsa, różnię się od reszty, tak jak każdy fan czegoś. Jesteśmy odmienni, bo kochamy coś, czego niektórzy nie lubią. Jakby ludzie byli tacy sami, każdy mężczyzna nazywałby się Siła, a każda kobieta Piękno. Mielibyśmy te same marzenia, ciuchy, twarze, głosy i wszystko inne. Nie - pokręciłam głową. - to nie jest możliwe, gdyby tak było zabrakłoby takich jak wy i jak ja. A to sprowadziłoby klęskę na całą Ziemię, wzniecone bunty prowadzące do śmierci... 
   - Ludzie tym się różnią od zwierząt, że są jedyni w swoim rodzaju, nie ma dwóchh takich samych mężczyzn i kobiet na tym świecie - uśmiechnął się do mnie.  
   Spuścił wzrok na brata patrząc na niego smutno.
   - Mam nadzieję, że nie zgłupiał na dobre... 




Przepraszam Was, że tak długo musieliście czekać i za to, iż ten rozdział jest do bani, zresztą ostatnio wszystko ostatnio jest takie. Nie potrafię napisać czegoś co mnie zadowoli i Was zachęci do dalszego czytanie. Zwaliłam to i nie wiem czy poddawać się, czy nie. Ale... muszę walczyć do końca! Mam nadzieję (jak zawsze zresztą) że następny rozdział (czy jak Wy to nazywacie - odcinek) będzie lepszy od tegoż spierdolonego.
Trzymajcie kciuki!
A ja dziś punkt północ kierunek ---> Zakopane :)
Ale komputer i internet zabieram, więc będę wyciskać z siebie coś co będzie 07 :D
+znów wracam do czytania, w sobotę zakupiłam "Złodziejską Magię" mojej ulubionej pisarki Trudii Canavan, jakoś nie mam czasu na czytanie, ale zaczęłam wczoraj, przeczytałam jeden rozdział i jak na razie - super. Ale jeszcze muszę dokończyć "Władcę Pierścieni", choć do tego, aż tak mnie nie ciągnie :)
Dobra, nie rozpisuję się, liczę na jakieś pozytywne komentarze :3

wtorek, 24 czerwca 2014

05. Sweet dreams are made of this.

Nie miałeś okazji przeczytać Rozdziału IV? Więc zapraszam do lektury! Naciśnij tylko [TUTAJ] i proszę!


Sweet dreams are made of this. 
Who am I to disagree? 

Travel the world and the seven seas. 

Everybody's looking for something. 

-

Marilyn Manson, "Sweet Dreams"

~Jared~

  Zawróciłem się do pokoju muzycznego z rozkwaszoną, nader zdziwioną miną, gdy Aileen zamknęła drzwi siłowni, obdarowując mnie spojrzeniem "Daj mi spokój albo dostaniesz po tym brzydkim pysku!". Może trochę przesadziłem, bo mój "pysk" nie jest "pyskiem", lecz nadzwyczajnie piękną twarzą i to świadczy o tym, że nie wyglądam wcale jak brzydal. 
   Odruchowo zwróciłem oczy na lustra, które pokrywały każdą ścianę pomieszczenia. Obdarowałem uśmiechem swoje odbicie. 
   Byłem piękny, przystojny. 
   Bóg w postaci człowieka. 
   Więcej chcieć nie trzeba. 
   Pomalowane na czarno, błyszczące aksamitne włosy z końcówkami w kolorze krwi i oczy błękitne, głębokie uważane przez rasę ludzką za zapierające dech w piersiach. Ponoć moje spojrzenie jest warte miliony, ostatnio usłyszałem taką opinię. 
   I moje ciało, każdy milimetr pożądany przez miliony. Wszystkie dziewczyny i czasami mężczyźni wrzeszczący wyznania miłosne i propozycje seksualne. Uważali mnie za faceta idealnego.
   Wzdrgnąłem się słysząc swą idiotyczną myśl i coś mnie naszło, coś co w następnej części tej męczącej nocy nie dawało mi zasnąć i dręczyło mnie niemiłosiernie. 
   Nie jestem idealny. Jestem najgorszym egzemplarzem mężczyzny, który nie potrafi nikogo zatrzymać przy sobie na długo. Wszystkie odchodzą poznając prawdziwą stronę mnie, nie tego na scenie Jared'a, który jest niesamowity, widzą idiotę będącego tak głupim i rozpustnym. Jestem beznadziejny.  I mogę powiedzieć, że sława strzeliła mi do głowy. Zmieniła bezpowrotnie.
   - Jestem podłym skurwielem. I nic tego nie zmieni - wyszeptałem pocierając skronie.
   Przysunąłem stołek do lustra, siadając tak, aby się o nie oprzeć i nie spoglądać w tą ohydną twarz, zamknąłem oczy. Chwyciłem głowę po obu stronach i kiwając się w przód, i w tył dalej rozmyślałem nad swoją głupotą, zaiste głupota na poziomie godnym mnie.  
   A może to właśnie dlatego, że zachowuję się tak wywyższająco wobec niej? Chcę wzbudzić w niej respekt, a ona odruchowo ucieka. Wyobraź sobie, Jared, jak ty czułbyś się w takiej sytuacji, poznając swojego idola, którego darzysz wielkim uczuciem? Uciekałbyś poznając go, bałbyś się opinii jaką ma o tobie, a najgorsza jest myśl o spędzaniu z nim czasu. Bo możesz przestać go kochać albo zakochać się bez opamiętania. Daj jej spokój.
    Spuściłem głowę i wciągnąłem powietrze zaczynając oddychać potwornie szybko.
    Jeżeli pragnę zdobyć przyjaciółkę, której nigdy nie miałem muszę być jak każdy nieróżniący się od innych, człowiek? Prawda? 
   A więc by otrzymać zaufanie tej nastolatki, muszę przestać być t a k i m Jaredem jakiego udaję. Trzeba zdjąć maskę i stać się Leto ze starych lat, gdy nie byłem jeszcze sławny. 
   Rozszerzyłem powieki, zakrywając dłońmi sobie widok mnie dłońmi. 
   Tracąc równowagę upadłem na podłogę, ale szybko usiadłem prostując nogi przed sobą. 
   Patrzyłem w swoje odbicie, przeklinając siebie w duchu. Pokazałem środkowy palec "jemu" i postanowiłem coś czego nigdy nie postanowiłbym.
   Miałem zamiar złamać swoje przyrzeczenie. Ale tak bardzo chciałem ochłonąć. 
   - Muszę się czegoś napić - rzekłem zdruzgotany sam do siebie. - od jutra będę zwykły, jak gówniana lalka, będę, kurwa, normalny! Rozumiesz to, świecie? Jared się zmieni, dla jednej dziewczyny! 
   Co się ze mną dzieje? Jay, co się dzieje? 
   Znać kogoś parę godzin, a lubić ją tak bardzo, że mógłbyś wywrócić świat do góry nogami, dla niej. Facet, czyżbyś usiłował znaleźć to czego szukałeś latami? I nigdy twa podróż nie była sukcesem. Zawsze przegrywałeś, płoszyłeś dziewczyny. 
   A teraz czas odmienić bieg tej niskobudżetowej historii, w roli głównej - Jared Leto. 
  Podniosłem się, ruszając w stronę wyjścia.
  - Whisky będzie odpowiednie? - zadałem pytanie retoryczne. Moje brwi uniosły się do góry. - Mam nadzieję, że nie stracę głowy. 
   Na twarzy pojawił mi się uśmiech, który mówił sam za siebie. 


***

~Aileen~

   Po paru męczących ciosach w worek treningowych, zlałam się potem, a ciało paliło się od środka. Sen nasuwał mi się na powieki zmuszając do zalania się marzeniami, ale nie pozwoliłam, abym zasnęła na stojąco. Więc wymknęłam się tak cicho, na palcach do swojego pokoju. Oglądałam się za siebie, czy przypadkiem Jared mnie nie śledzi. Na szczęście było pusto, słyszałam tylko czyjś głos w drugiej części domu. Nie rozumiałam nic ze słów, które wymawiał, gdyż był to bełkot, niezrozumiały potok słów dla mojego słuchu. 
  Przemknęłam niezauważona przed żywymi duszami zamieszkującymi posiadłość i wpadając do pokoju, zamykając je najciszej jak się da i szybko wykręcając klucz w zamku. Odsunęłam się  od nich.
   Stanęłam jak wryta.
   Za moimi plecami coś stało. 
   Ktoś włączył cichą piosenkę Marilyna Mansona, "Sweet Dreams", ale to nie byłam ja. 
   Serce waliło mi jak oszalałe. 
   - Nie zapaliła światła, nie zapaliła światła. Źle, bardzo źle - rechot, który najwyraźniej miał imitować coś w rodzaju śmiechu. - Tu jest tak ciemno. I strasznie, czyż nie? - spytał ochryple. 
   Kaszel.
   Kroki tuż za plecami. I tajemnicze dźwięki, które wywołały na moim ciele gęsią skórkę. 
   Zawiało w pokoju, znikąd. Wiatr pojawił się i zniknął. 
   Trzęsłam się bez opamiętania. 
    - Odezwij się, Księżniczko - szept roznoszący się po pomieszczeniu niczym echo. 
    Odbijał się i wracał. 
    - Jesteś taka mała i delikatna.
    Zaczęłam rozglądać się powoli w ciemności, ale nie odnalazłam nic. Mrok był nienaturalny jak na taką porę jaką mamy, powinno już świtać.
    Zaniepokoiłam się tym faktem.
    - Kim jesteś? - zapytałam przerażonym, piskliwym głosikiem. 
    Kręciłam się w kółko, jak chora szukając czegokolwiek. 
   Stojąc przodem do miejsca, gdzie powinno znajdować się łóżko cofałam się do tyłu, do drzwi. Nogi mi drgały, załamywały się pod moim ciężarem, miałam uczucie jakby zostały zrobione z waty. Chwiałam się na boki. Traciłam równowagę. 
   Jeden.
   Drugi.
   Trzeci.
   Stawiając czwarty krok, na moim karku pojawił się gorący, wilgotny oddech, a moją talię oplotły silne ramiona.
   Ostatnim co usłyszałam, usiłując wyrwać się z uścisku pełnego przemocy, siłując się, kopiąc, gryząc, drapiąc były trzy słowa, używane na Haloween, słowa, które zawsze pojawiały się w moich koszmarach:
    -  Cukierek albo psikus! 
    Oczy przysłoniła ciemność, a ja... nie wiem co się ze mną stało. 

***

    Słyszałam śpiew samotnego ptaka na podwórzu, który kazał, abym wstała i żyła. 
   Próbowałam odpędzić od siebie sen, więc gwałtownie krzyknęłam w głowie: ej ty tam, pobudka! Zazwyczaj tak usiłowałam samą siebie do wstania z łóżka. Ale ja nie leżałam na miękkim łóżku. Pod całym ciałem czułam zimną powierzchnię. Wyciągnęłam lodowatą rękę w dół w poszukiwaniu kołdry, ale nie odnalazłam wymarzonej okładziny. 
   Wściekła na to, iż nie miałam okazji wyspać się porządnie zerwałam się ze snu budząc się już tak, że kładąc się ponownie  nie potrafiłabym zasnąć. 
   Rozejrzałam się dookoła. Leżałam na podłodze, zimnej podłodze, a łóżko znajdowało się parę metrów ode mnie. 
   Spojrzałam pytająco na miejsce, gdzie powinnam spać i na swoje nogi, blade jak u trupa. 
   - Jak ja się tu do cholery znalazłam? - zadałam sobie pytanie.
   - To Księżniczka, nie pamięta?
   Cała zdrętwiałam. Pamiętam co zaszło w tym pokoju. Pamiętam ręce ściskające moją talię i złowieszczy chichot mrożący krew w żyłach. 
    Podciągnęłam nogi pod brodę spoglądając nieufnie na każde otaczający mnie ciemny kąt. Mógł być wszędzie. 
   - Nie martw się, dzień mnie odgania, światło mnie odgania, a więc w dzień masz spokój, chyba, że trafisz do ciemnego pomieszczenia, Księżniczko - powiedział śmiejąc się gardłowo. - Oj, Księżniczko do złego miasta wstąpiłaś... 
    - Kim jesteś?! - przerwałam mu wrzeszcząc. 
   Wstałam i krążąc po pokoju, szukałam czegoś czym miałabym szansę się obronić. Chwyciłam lampkę nocną i wraz z nią chodziłam w każdy kąt zaglądając w niego, czy nic tam się nie ukrywa. Ostatnim miejscem była ciemnica pod łóżkiem. 
    Uklękłam, a następnie położyłam  się na podłodze zaglądając ze strachem pod łóżko. To właśnie tam w prawie wszystkich horrorach kryły się koszmary, potwory, zjawy. 
    - Księżniczko za dużo horrorów się naoglądałaś! Myślisz, że jestem tak jak te wszystkie "potworki", nie równające się ze mną w żadnym stopniu z tych bzdur? Mała, to są brednie, oni kłamią w żywe oczy, a ci którzy mogli napotkać na swej drodze takiego typka jak ja, wiedzą prawdę, ale ją ukrywają albo trzymają szczelnie pod kluczem, ci którzy wyszli z takich spotkań cało, a jest ich dosłownie garstka, rozumiesz?
      - Kurwa, nie strasz mnie! - wyjąkałam z łzami napływającymi do moich oczu. - Gdzie jesteś, skurwielu? Skoro nie ujawniasz się to się boisz! Tchórz!
     Zebrałam całe siły i odwagę na te zdania, ale ciągle się bałam. Lęk narastał z powoli mijającymi sekundami, aż usłyszałam tylko:
     - Sayonara, Hime* - wyszeptał po japońsku. 
     Odkąd Amerykańskie zjawy mówią po japońsku? 

    *Żegnaj, Księżniczko


***

     Po tej całej konwersacji z tym czymś, czymkolwiek to było, ruszyłam do kuchni. Ale przed wejściem zastałam Shannona spoglądającego na coś (albo kogoś) szeroko rozszerzonymi oczami pełnymi niedowierzania. Słysząc moje kroki odwrócił się w moją stronę i uśmiechnął wesoły.
     - No, no widzę, iż Jared dorwał niezłą partię - zaśmiał się pod nosem. 
     - Co? - zapytałam zadziwiona tym, iż Shann właśnie nazwał mnie "partią", co to to nie. - Nie jestem żadną p a r t i ą, a d o r w a n ą to już na pewno nie, mój Drogi Shannonie Leto - pokiwałam przecząco głową. - Nazywam się Aileen Wasielewska, twój brat nawet nie zna mojego nazwiska, więc... 
    Mężczyzna wykręcił głowę w stronę pomieszczenia, gdzie ówcześnie spoglądał. 
    - Twoje nazwisko u nas to Wesley, więc jesteś Wesley. Nie pytaj się skąd to wiem, bo wiem dobrze. Nie wiem co on - pokazał głową tam, gdzie patrzy. - ma zamiar z tobą począć, no ale... Jared to Jared, nawet ja go czasami nie rozumiem... 
     Westchnął i rozszerzył się w pogodnym uśmiechu.
     - Spójrz no na niego. Nie mam pojęcia co zrobił dziś w nocy... 
     Ruszył w głąb pomieszczenia, a ja zajrzałam do kuchni. Na gigantycznym mahoniowym stole leżał Jared ubrany tak jak wtedy, gdy go widziałam. Włosy zakrywały mu twarz. 
     Brat podszedł do niego i wyczuwając coś cofną się prawie natychmiast kwasząc się z obrzydzenia. 
     - On pił! A to skurwiel! - wrzasnął chłopak. 
    Rozejrzał się dookoła. Oboje w tej samej chwili zwróciliśmy oczy w miejsce, gdzie spoczywały dwie, opróżnione butelki. 
    Żwawym krokiem ruszyłam w ich stronę. Chwyciłam obie w dłonie i przyjrzałam się etykietom. 
    - Wypił whisky i białe wino - oznajmiłam rzucając spojrzenie w stronę starszego brata, który stał wpatrzony w Jaya. - on nie pił już dawno, prawda? 
   - Tak, ale nie powinno mu zaszkodzić. Nie chciałbym abyś widziała go w takim stanie. - zerknął na mnie lustrując dokładnie moją reakcję. 
   Stałam luźno, nie okazując jakichkolwiek emocji.
   Twarz rozświetlił mu promienny okaz radości. 
    - Weź co chciałabyś zjeść na śniadanie, tylko szybko. Jak zwleczę tego gnojka do łóżka, przyjdę do ciebie, dobrze? Tylko nie idź do pokoju muzycznego, w ogóle nigdzie się nie ruszaj, bo... - zaciął się.
    Kiwnęłam znacząco głową rozumiejąc o co mu chodzi. 
    - Dobrze, Shannonie. Rozumiem. 





Ja zawsze muszę wszystko zepsuć!
Przepraszam za ten rozdział, bo moje stwierdzenie dzisiejsze: Dobra zrobię z tego horror. Najgorsze co może być, ale muszę się przyzwyczaić, bo od lipca rusza blog pod tytułem "Dżem Truskawkowy" z opowiadaniami z gatunku horror i detektywistyczne. Do założenia tego bloga naparła mnie Michalina, która wraz ze mną będzie pisać. Oczywiście będzie to blog grupowy, miejsca starczy dla każdego kto zechce sprawdzić swoje siły w tych gatunkach.
Dobrze nie nudzę na temat innych blogów niż ten tutaj zwany FF.
Czyż ten rozdział nie jest trochę chory?
Jared pijący alkohol i ta głupia "zjawa", jeśli zjawą jest, bo jeszcze nie wiem co to, ale troszkę namiesza ta istota :)
A ja jak zawsze kurde no wrócę do mojego Ichigo, nie mogłam się bez niego obejść, Jezu no xD
A co do cytatu - wiem, że oryginał jest zespołu Eurythmics, ale stwierdziłam, iż najlepsza wersja jest M. Mansona, który jest równo pojebany, ale ma cudną piosenkę z niszczącym psychikę teledyskiem :D
P.S. Możliwe, iż jest to mój ostatni rozdział na następne dwa tygodnie, a jeszcze muszę ogarnąć trzy blogi, na każdym po jednym rozdziale, w piątek o godzinie 0.01 na Transformers: Wiek Zagłady, o trzeciej wrócę, a o 6 muszę wstać bo 8.30 zakończenie roku, następnie wybieramy się na miasto z koleżankami, o 16 jadę porobić mamie zdjęcia jak jeździ, w sobotę urodziny koleżanki i zakupy, w niedzielę punkt 7 wyjazd na obóz pod Warszawę, jeah! I do soboty następnego tygodnia mnie nie ma. To możliwe, iż coś napiszę w niedzielę, liczcie na mnie!
A ja taka smutna,  bo nie byłam w Rybniku :( Ci co byli - prośba skierowana w ich stronę - zdacie relacje? Będę wdzięczna :P
Sayonara!


Ja nadal tu jestem i Was obserwuję, więc nie martwcie się, bwahahahahahhahahhahaahahahahahahahahahah xD
Przepraszam za moje niegrzeczne zachowanie!
Chyba znów obejrzę Bleach i ponownie wezmę się za Pamiętniki Wampirów sezon 4 :D